O kolędowaniu słów kilka
Data publikacji: 2014-01-24, Data modyfikacji: 2014-01-24
- Czy są dzisiaj jeszcze prawdziwi kolędnicy? Tacy, którym chce się przebrać, kolędować, podtrzymywać dawny zwyczaj? – pyta w liście do redakcji pani Joanna, opisując, kto odwiedził ją w Boże Narodzenie.
GABRIELA BLAJER
Tradycja przez wieki kształtowała zwyczaj kolędowania i chodzenia po domach od Wigilii aż do Trzech Króli. Spora grupka osób przebranych w barwne stroje, obowiązkowo z turoniem, gwiazdą czy instrumentami, zwiastowała powodzenie i dostatek. Opuszczenie przez kolędników jakiegoś domu źle wróżyło jego mieszkańcom. Oczekiwanie na przebierańców było dla najmłodszych równie fascynującym zajęciem jak wypatrywanie pierwszej gwiazdki. A jak to wszystko wygląda teraz?
DZWONIĄ I WYJĄ?
Boże Narodzenie, koło południa. Niektórzy jeszcze nie zdążyli zjeść świątecznego obiadu, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Domownicy, postawieni na równe nogi jego bezlitosnym piskiem, szybko zgromadzili się w korytarzu. Spokojnie, to tylko kolędnicy. - Dzwonią bez umiaru. A potem nie śpiewają, tylko bełkoczą pod nosem lub wyją. Znam ich z widzenia. Ich zachowanie pozostawia wiele do życzenia – pisze pani Joanna. Zdarza się, że współcześni kolędnicy znają raptem kilka kolęd, choć wystarczy jedna, nawet nie w całości. Koncert bowiem kończy się urwany wpół słowa wraz z wyciągnięciem ręki po pieniądze. I zanim zdążysz się obejrzeć, u sąsiada wybrzmią te same dwie linijki bożonarodzeniowej pieśni.
KLEJENIE SKRZYDEŁEK
Wielu się jednak chce. Są tacy, którzy podtrzymywanie świątecznego zwyczaju mają w genach. - Rodzice opowiadali nam, że sami też kolędowali, a przygotowania zaczynali wiele tygodni, a nawet kilka miesięcy wcześniej – mówią Ola i Kinga, piątoklasistki. - Najdłużej zeszło nam z klejeniem anielskich skrzydeł. Bibułę bardzo dokładnie trzeba było pociąć na paseczki. Ale będą nam jeszcze służyć za rok - przekonują. W swoim repertuarze cała grupa ma ponad dwadzieścia kolęd. Pytani, co najbardziej lubią śpiewać, wskazują na utwory „Arki Noego”. Z domu bez próby nie wychodzą. - Muszą mieć wszystko dopięte na ostatni guzik – śmieje się mama gitarzysty Maćka. - Dwa lata temu nie poszli w ogóle, bo stwierdzili, że mają za słabe stroje i trzeba się lepiej przygotować – dodaje.
TRADYCJA CZY BIZNES?
Dawniej w podziękowaniu kolędnikom za życzenia obdarowywało się ich słodkościami lub wykupywało drobnymi datkami. - Dziś kawałkiem makowca czy garścią pierników można się jedynie ośmieszyć – uważa pan Adam. Kolędowanie to często biznes. Na szczęście nie wszyscy wyruszający z domu z pastorałką na ustach mają taki cel. Kolędują, bo chcą razem spędzić czas, podtrzymać dawną tradycję i sprawia im to radość.
Pełna treść wiadomości na: http://www.lokalny24.pl/aktualnosci_rss/item/722-o-kolędowaniu-słów-kilka
lokalny24.pl, Źródło artykułu: lokalny24.pl